poniedziałek, 16 marca 2015

Rozdział 7

Andy Biersack

Usłyszałem, jak Jinxx mnie woła, więc wyszedłem z pokoju sprawdzić, o co mu chodzi. Nadal nie miałem humoru i było to po mnie widać. Gdy zamknąłem drzwi i popatrzyłem w stronę wejścia, stał tam Jeremy z jakąś dziewczyną, nie wiem, może o rok młodszą ode mnie? Po jej minie widać było, że nie jest zadowolona z przyjazdu tutaj. Wpatrywała się w moją koszulkę, chyba lubi Metallicę. No cóż, nie będę tak stał bezczynnie, więc zapytałem:
-Coś się stało?-Dziewczyna tylko dziwnie na mnie spojrzała, a Jinxx przeszedł od razu do rzeczy.
-To jest Juliet-wskazał na długowłosą-A to Andy-Tym razem na mnie.
-Miło mi Cię poznać-podałem jej rękę, lecz ona tylko prychnęła i założyła ręce na piersi.
Ferguson tylko spojrzał na nią wzrokiem 'zabiję Cię' i zwrócił się do mnie.
 -Więc jak wiesz-mężczyzna wyciągnął telefon z kieszeni-Za równe 2 godziny masz spotkanie z wytwórnią. Wokalem zajmujesz się ty, a ja razem z Jake'em będę grał na gitarze. Potrzebujemy jeszcze kogoś do perkusji i chórków, a ona prezentuje się idealnie-Uśmiechnął się i czekał na moją zgodę.
-A co ja mam do tego?-zapytałem obojętnie-Niech gra, ale nie potrzebujemy chórków.
-Przepraszam, a czy ktoś zapytał się mnie?!-Dotąd siedząca cicho Juliet wstała i wrogo zmierzyła wzrokiem naszą dwójkę-Myślisz Jeremy, że będziesz decydować za mnie?! to się grubo mylisz. Nie jestem już taką małą i głupią dziewczynką, jaką byłam kiedyś. Wtedy mogłeś mnie wykorzystywać, ale teraz już się nie dam!
Jak to ją wykorzystywał? To kim ona dla niego była? 
-Spokojnie, siostra-Uspokajał ją. Ha! czyli to jego siostra. Dziwne, bo w ogóle nie są podobni-Myślałem, że się ucieszysz.
-A to niby dlaczego?!-Już warczała ze złości.
-A może dlatego, że w tym samym studiu nagrywa Metallica-Ferguson tylko się uśmiechnął, a z twarzy dziewczyny w momencie zeszła złość.
-I będę mogła ich zobaczyć na żywo?!-Podniecona tą wiadomością czekała na znak od brata, a ten kiwnął głową-Dawaj nuty!-skierowała się do mnie.
-A może tak proszę?-uśmiechnąłem się lekko-Dobra, chodź za mną.
Zrobiła tak, jak powiedziałem. Juliet aż podskakiwała ze szczęścia i nadal miała banana na ryju. Gdy dotarliśmy, z grzeczności otworzyłem drzwi i wpuściłem ją od środka. Bez słowa oboje usiedliśmy na łóżku. Sięgnąłem jeszcze tylko po tekst piosenki i dałem jej do rąk. 
-I jak? Dałabyś radę?-spytałem by się upewnić, ponieważ rozpisane było wszystko na gitarę, a ona gra na perkusji.
-Tak, dość łatwe-spojrzała na mnie-gram również na elektryku, także nie ma problemu.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Dziewczyna rozglądała się po pokoju, a ja wpatrywałem się w dywan. Hmm, chyba nie znajdziemy tematu do rozmowy. W tej chwili do głowy przyszedł mi pewien pomysł, by przełamać pierwsze lody.
 -Od kiedy słuchasz Metallicy?-Chyba zadziałało. Od razu uśmiechnięta odwróciła się od mnie.
-Tak właściwie, od małego. Mój tata bardzo lubi rock, metal, post-hardcore itp. Zawsze mi puszczał "Nothing Else Matters" gdy kładłam się spać. Nie potrafiłam inaczej usnąć. Ale to było, jak byłam już trochę starsza. Pokazywał mi jeszcze inne zespoły, m in AC/DC, ale nie podobało mi się tak bardzo jak właśnie Metallica-zatrzymała się chwilę-I do tej pory ich kocham. 
-A jaka jest twoja ulubiona piosenka?


Rozmawialiśmy jeszcze tak długo, nawet nie zauważyliśmy, kiedy minęły te 2 godziny. Równo o 12:00 do pokoju wpadli jak burza Jake i Jinxx, najpierw przepraszając za wtargnięcie, a potem wyrzucając nas z pokoju. Kazali się ubrać i szybko wyjść z mieszkania na pole. W szybkim tempie wykonaliśmy te czynności, następnie wsiedliśmy do auta. Pitts, ponieważ on prowadził, odpalił samochód i ruszyliśmy w drogę. Mijaliśmy dużo sklepów, budynków mieszkalnych i drzew. Słońce bardzo mocno świeciło, więc zacząłem żałować, że ubrałem długie, w dodatku czarne spodnie. 
W końcu dojechaliśmy. Budynek był ogromny. W jasnych kolorach z ogromną ilością okien. Wokół niego rosły palmy. Podobno nazywał się 'Universal Records' z tego, co mówił Jake.

(Lepszego zdj nie miałam, przepraszam xd)

Weszliśmy głównym wejściem. Nikt nic nie mówił, więc ja też milczałem. Strasznie podobał mi się wystrój tego studia nagraniowego, zabierał wdech w piersiach. Pospiesznie weszliśmy do windy, która zabrała nas na drugie piętro. Wysiedliśmy z niej, a następnie skierowaliśmy się do czwartych drzwi po prawo. Znaczy, Jeremy nas prowadził, bo ja razem z Juliet byliśmy zieloni, jeśli chodzi o plan budynku. Nasz przewodnik zapukał, po czym weszliśmy całą czwórką do pomieszczenia. Przywitaliśmy się z ekipą, a ta kazała się nam pośpieszyć. Jake i Jinxx wyciągnęli swoje gitary, a Juliet zajęła miejsce przy perkusji. Ponieważ nie umiała na pamięć piosenki, jako jedyna miała kartkę. Wziąłem mikrofon do ręki, która cały czas mi się trzęsła. Próbowałem nie pokazywać tego, że chyba zaraz zemdleje ze stresu. Gdy wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna kazał nam zaczynać, tak też zrobiliśmy.

Alone at last, we can sin and fight. And I've lost all faith in this blurring light,
Stay right here we can change our plight.
Storming through this despite what's right.

One final fight, for this tonight.
Woah...
With knives and pens we made our plight.

Lay your heart down the end's in sight.
Conscience begs for you to do what's right.
Everyday it's still the same dull knife,
Stab it through and justify your pride.

One final fight, for this tonight.
Woah...
With knives and pens we made our plight.
Woah...
Well I can't go on without your love, you lost, you never held on.
We tried our best... Turn out the light,
Turn out the light.

One final fight, for this tonight.
Woah...
With knives and pens we made our plight.
Woah...
Well I can't go on without your love, you lost, you never held on.
We tried our best... Turn out the light,
Turn out the light. 
 W połowie utworu ktoś wszedł do pomieszczenia, jednak nikt sobie z tego nic nie robił. Gdy skończyliśmy, wszyscy milczeli. Zapatrzeni byli w mężczyznę w garniturze z okularami przeciwsłonecznymi na czubku głowy. Wziął oddech i po chwili przemówił:
-Skrzywdził Cię ktoś, dziecko?-popatrzył na mnie z drwiną.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć, chyba spalę się ze wstydu...
-No chyba tak-cały czas patrzył na mnie jak na idiotę-Nie chyba, tylko na pewno! Tekst jest masakryczny, linia melodyczna jak wyciągnięta z dupy psa!-zaczął wyliczać-A twój wokal? Dziecko, idź do przedszkola, może Ci tam pomogą! A ty, Jacob'ie-zwrócił się do niego-Jeszcze raz przyprowadzisz mi taki koszmar, to pożegnasz się z szansą na karierę.
-Co Pan sobie myśli?!-Nie wytrzymałem-Że zacznę płakać, po tym, co Pan powiedział?! Nie, nie zacznę. Dałeś mi nadzieję, że będę mógł coś osiągnąć. Nie dam się tak traktować! Ta piosenka to dzieło mojego życia! Włożyliśmy tak dużo czasu, by było perfekcyjnie, a ty jeszcze krytykujesz! Może Ci się chamie nie podobać, lecz nie należy od razu mnie obrażać! Do przedszkola to raczej powinieneś iść TY i tylko TY. Jeśli jeszcze raz usłyszę skargę na mnie i na utwór, to będzie z Tobą źle-Nie miałem zamiaru mówić później na niego 'Pan'. Gdy skończyłem się wycierać, zamknąłem za sobą hukiem drzwi i pobiegłem do windy. 
Już ją zamykałem, gdy w ostatnim momencie wleciała Juliet.
-Jak się czujesz?-zapytała i usiadła obok mnie, na podłodze-Teraz Jer i Jake mają kazanie, jakie to niewychowane dzieci przyprowadzają...
-Ale co miałem zrobić?! Pozwolić się tak traktować?!-wstałem i wcisnąłem guzik windy, by pojechała na parter-Nie moja wina, że tak ostro reaguję na krytykę. 
-Ja na twoim miejscu zrobiłabym tak samo-uśmiechnęła się-też mam ciężki charakter, no, ale żyję. Nienawidzę krytyki.
-Coś nas łączy-wyszliśmy i poszliśmy na parking-No, zajebiście. Zapomnieliśmy, że żeby stąd pojechać potrzebne nam kluczyki i... Jake.
-Trudno, poczekamy-odezwała się i usiadła na ławce przed wejściem. Zrobiłem to samo.

Jake Pitts 


Po krótkiej pogawędce z szefuńciem udaliśmy się na parking. Chłopak sam zaprzepaścił sobie szansę na wybicie się. Jednak nie należy go też tak obwiniać. Rozumiem to, że się wkurzył, lecz mógł siedzieć cicho...
Szliśmy z Jinxxem do samochodu, gdy usłyszeliśmy wołanie Juliet i Andy'ego, którzy biegli ku nam. Dziwne, że ich nie zauważyliśmy. 
-Zapomnieliście o nas?-spytała nastolatka-przecież przechodziliście dokładnie obok nas.
-Do środka-warknął Jinxx. Nic dziwnego nie było w jego zachowaniu, źle znosi krytykę.
-No, ok, ok...-odpowiedziała jego siostra. Andrew był cicho.
Już miałem odpalać silnik, lecz zatrzymał nas jakiś facet w garniaku, który machał, byśmy stanęli. Wyszedłem z samochodu i podszedłem, by zapytać, o co chodzi. 
-Mógłbym na chwilę małego?-wskazał na siedzącego z tyłu Biersacka. Zapowiada się  niezła kłótnia. 

~~~~
I oto jest, rozdział 7. Jeśli czytasz, to skomentuj! Nawet z anonima, tylko się podpisz! Dodałam obserwatorów, więc można klikać.
Na początku było tyle komentarzy, a teraz ledwo 2.
więc, jeśli chcecie kolejny rozdział, muszą być 4 komentarze.
Da się zrobić?

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 6

Andy Biersack 

  Mam dość. Mam dość swojego życia. Powinienem się cieszyć, że dano mi szansę, że chwilowo jestem w moim wymarzonym mieście, a ja się mazgaję zamknięty w pokoju. Jak z niego wyjdę, to pewnie Jake mi coś powie, a ja nie będę umiał odpowiedzieć i będzie chwila ciszy. Nagle zaburczało mi w brzuchu. Kurde, dlaczego teraz? Naprawdę byłem głodny. W końcu odważyłem się wyjść z pokoju. Otworzyłem drzwi i skierowałem się w stronę kuchni. Zauważyłem tam gitarzystę siedzącego na krześle przy stole. Był zamyślony. Wykorzystałem to i bez słowa podszedłem do lodówki by wyciągnąć z niej jakiś jogurt. wtedy on zapytał:
-Mam odwołać spotkanie?-tak zwyczajnie, bez żadnych emocji 
-Nie-odpowiedziałem i sięgnąłem po łyżeczkę, również obojętnie
-Czyli oznacza to, że na nie pójdziesz?-popatrzył się na mnie
-Pójdę-po tych słowach chciałem pójść od mojego pokoju, lecz Jake złapał mnie za nadgarstek. Ciągnął mnie za niego bez słowa i kazał usiąść na kanapie w salonie.
-Chcesz znać prawdę?-po raz kolejny popatrzył się na mnie. Jego wzrok był błagający i trochę taki jakby, przestraszony
-O czym?-zdziwiłem się
-Chcesz czy nie?
Nic nie odpowiedziałem. Pokiwałem tylko głową na znak, że chcę.
-Myślisz, że twoje życie jest ciężkie i, że nic o tym nie wiem? Naprawdę?-tu jego głos się zatrzymał-Uwierz mi, wiem coś o tym. Sam to przeżywałem, w dodatku rodzice nie popierali mojego stylu i całego mnie. Twoi chociaż to akceptują. Ale patrz, żyję. Wiesz czemu? Bo się tym nie przejmowałem. Wyśmiewaniem, złą opinią o mnie. Znaczy, o moim wyglądzie-w tej chwili na chwile przestał mówić-Wyprowadziłem się do twojego rodzinnego miasta. I tam zostałem, ponieważ udało mi się rozpocząć nowe, lepsze życie. Miałem tak jak ty. I tyle Ci powiem, szczegóły może w bliskim czasie. 
-Nie wiedziałem...-nie mogłem uwierzyć, że Jake miał kiedyś źle. Cały czas mi się wydawało, że miał szczęśliwe dzieciństwo...-Mogę już iść?
-Możesz-odrzekł-Ale przyjdź o 12:00, bo musimy wtedy wyjechać.
Bez słowa odszedłem do mojego pokoju i tam jeszcze przećwiczyłem "Knives and Pens". 


Juliet Ferguson 



 
Nie wiedziałam, gdzie i po co jadę z Jeremy'm. Czego on ode mnie chce? Przecież oddałam mu kasę tydzień temu, więc nie mam pojęcia o co mu chodzi. Do tej pory jechaliśmy bez słowa, jednak teraz postanowiłam się odezwać:
-Gdzie mnie wieziesz Emu?-wiedziałam, że nie lubi tego przezwiska, dlatego go użyłam. Lubię go wkurzać, nie moja wina.
-Przestań z tym Emu! 
-Gdzie mnie wieziesz Jeremy?-spytałam ponownie
-Zobaczysz-odparł
-No kurwa!-wkurzyłam się-A ile jeszcze będziemy jechać?
-Czekaj
-ILE JESZCZE BĘDZIEMY JECHAĆ?!-wydarłam się
-Już jesteśmy.
Gdy zaparkował, wysiadłam i zmierzyłam wzrokiem okolicę. Od razu ją poznałam.
-Ale to przecież twój blok!-zauważyłam-co ja tu robię? 
-Juju, nie denerwuj się, tylko chodź za mną.
Zrobiłam tak, jak chciał. Gdy już doszliśmy, mój brat otworzył drzwi i krzyknął:
-Andyyyyyyyy!-nie wiedziałam kto to jest. Może wyrwał jakąś dupę? Tylko po co miałby mi ją przedstawiać?
W tej chwili z jednego pokoju wyszedł jakiś chłopak, na oko w moim wieku. Był ubrany w bluzkę z Metallicą (Ma u mnie plusa). Widać było, że farbowany. 
-To jest Juliet, moja siostra-wskazał na mnie. Co ja kurwa za dziwkę mam mu robić czy co?!

~~~
Chciałam jeszcze coś napisać, ale zrezygnowałam. Macie Juliet i w tym opowiadaniu będzie wieku Andy'ego oraz siostrą Jinxxa. Zapraszam do zakładki bohaterowie!
Rozdział dedykowany Wiktorii. Żebyś mi idiotko jadła i przestała myśleć o sobie źle. I nigdy nie miała myśli samobójczych (tak na przyszłość)...

wtorek, 10 marca 2015

Rozdział 5

Huk. Strzał. Krzyk. Ofiara. Kolejny huk. Kolejny strzał. Kolejny krzyk. Kolejna ofiara. Wrzeszczące kobiety tulące do piersi nic jeszcze nie rozumiejące dzieci. Strzał. Mężczyźni, którzy idą dumnie na pole bitwy. Na zewnątrz nieustraszeni, godni oddać życie za ojczyznę, lecz wewnątrz serce bije im jak armata, z trudem przełykają ślinę. Nie mieli zamiaru umrzeć. Nie teraz. Następna ofiara. Uciekająca młodzież. Huk. Łkający bezbronni ludzie, którzy są pewni, ze zginą. Nie mylą się. 
Ale jest szansa. Czasem można zauważyć cień, nie duży, skromny cień. Pomaga. Pomaga przedostać się ludziom, którzy naprawdę tego potrzebują. Ale jak to robi? Przecież gdzie się nie ruszysz, tam jest facet z bronią i już po tobie. Jakim cudem? Bo tej osobie na tym zależy. Wierzy w to, że jej się uda. Nie robi tego po to, by coś z tego mieć. Robi to dla siebie. Tylko i wyłącznie dla SIEBIE. Więc po co to wszystko? Dlaczego? "Nic z tego nie ma" myślą inni. Lecz się mylą, bardzo. 
Krwawa bitwa, nie setki, nie tysiące, MILIONY ofiar. To byli ludzie, którzy jeszcze chcieli coś osiągnąć, ludzie, którzy mieli marzenia. Ludzie...którzy chcieli żyć, tak, jak my żyjemy.
A ona i tak pomaga. Jednej osobie za drugą. Może ty też będziesz mieć takie szczęście? Może tobie też ktoś pomoże?  Inni zginęli. Więc dlaczego akurat TY masz przeżyć?


 -Andy, Andy!-słyszałem coraz głośniejsze wolanie Jake'a
-Co... się stało?-zapytałem jeszcze nie obudzony do końca
-Rzucałeś się po łóżku i krzyczałeś przez sen. Co Ci się śniło?
-Nic-skłamałem. Przecież ten sen nic nie oznacza, za dużo wkuwania historii, więc dlaczego mam o nim opowiadać Jake'owi?-nie pamiętam
-No dobra. A teraz chodź, musisz coś zjeść, by nie zasłabnąć w ciągu dnia-Wstał i zamknął drzwi za sobą.
Dobra, to było dziwne. Nawet bardzo. Czemu śniła mi się wojna? To pytanie będzie mnie w najbliższym czasie męczyć, jak na złość. I jeszcze ten cień. Przenosił ludzi do "bezpiecznej strefy". Ale przecież dawniej takiego czegoś nie było, chyba, że jestem jakiś niedoinformowany... W każdym bądź razie, dlaczego pomagał? Sam mógł zginąć. Zastrzelony. A jednak to robił. 
-ANDY KURWA PRZESTAŃ NAD TYM MYŚLEĆ I SIĘ UBIERZ-wykrzyczałem to zdanie chyba na pół miasta, no, ale, czemu nie?
Chyba to do mnie przemówiło, mam metodę na "problemy" tego typu. Ale... nazwałem siebie kurwą... Dobra, nie mam metody. Albo na coś zamieni się ten wyraz. W każdym bądź razie, może być kurcze. Ale to mi się kojarzy z jajkami, Wielkanocą, a ja nigdy nie lubiłem tego okresu. Kiedyś kura, jak byłem na wsi, gdy wszedłem do kurnika na mnie narobiła... ja chciałem zrobić tylko pisanki, a sam nią zostałem.
Dobra, nie było tematu. Wyciągnąłem z walizki tshirt z logo AC/DC oraz zwykłe jeansy.Oczywiście założyłem też bieliznę, ale chyba nikt nie domaga się takich szczegółów.
Po krótkim czasie w końcu wyszedłem z tego pokoju i idąc wąskim korytarzem dotarłem do kuchni. Siedział tam Pitts robiący kanapki oraz dopiero poznany Jinxx pijący kawę. Usiadłem obok nich i siedziałem tak w bezruchu. Wreszcie jeden z nich zapytał:
-Co jesz na śniadanie?-to był Ferguson, bo jakby to Jake?
-Wystarczy mi jedna kromka i plasterek czego kolwiek-odparłem-No nie obrażę się, jak zostanę obdarowany również masłem
-Ale jak to-zdziwił się-Tak mało? Nic dziwnego, że jesteś taki chudy
-Tyle jeść mnie nauczono
-No dobrze-powiedział Jeremy-Ale wypij herbatę. Ja się już zwijam, żegnam.
Po tych słowach nikt już nic nie powiedział. Otworzyłem lodówkę i wyciągnąłem produkty spożywcze, następnie złożyłem w całość. Powoli jadłem kanapkę popijając herbatą. Jake oglądał telewizję i właśnie w tym momencie na mnie popatrzył.
-Chodź tu, siadaj-wskazał ręką na miejsce obok niego
Zdziwiony oczywiście wykonałem to polecenie.
-Coś nie tak?-zapytałem
-Niby czemu-zaśmiał się-Chciałem Ci coś pokazać
-No dobra-zdziwiłem się-Ale co? Po co?
Wyciągnął z kieszeni telefon i chwilę czegoś szukał. Następnie pokazał mi Sms'a.

Miał pan rację. Tekst wysłany do mnie jest naprawdę dobry, lecz przydałoby się kilka poprawek, za które się zabierzemy. Ale nadal nie wiem jaka jest do tego utworu linia melodyczna. Niech pan przyprowadzi tego młodzieńca i niech będzie dobrze przygotowany. Dostanie tylko jedną szansę, ponieważ mam dużo pracy, a pana szanuję i robię panu przysługę. Proszę o przyprowadzenie go pod budynek studia jutro o 12:30.

Nie wiedziałem co powiedzieć. Przez chwilę milczałem, a moja twarz nie wyrażała więcej emocji niż ściana. No bo co mógłbym? Nie wiem, nie mam do tego głowy. W moich myślach przeplatają się sceny ze snu razem z myślą o tym, że muszę niedługo wrócić do znienawidzonego przeze mnie rodzinnego miasta.
-No co? Nie cieszysz się?-zapytał trochę posmutniały nauczyciel gry na gitarze
-Cieszę-gapiłem się w jeden punkt cały czas
-Więc czemu nic nie mówisz?
Wstałem i skierowałem wzrok na Jake'a.
-A co to ma za znaczenie, czy się cieszę, czy nie? Nawet nie będę się cieszył, gdy piosenka spodoba się wytwórni. Wiesz dlaczego?! I tak będę musiał wrócić do rodziców, do mojej klasy. Wiesz jak z tego powodu cierpię? Nie, nie wiesz. Ty masz świetne życie. Wszyscy Cię lubią, albo po prostu szanują. W dodatku teraz mieszkasz w Los Angeles, to marzenie wielu. Masz przyjaciół, m in Jinxxa. A ja co? Co mam? Wrogów, mieszkam na zadupiu pełnym rasistów i osób nietolerancyjnych. Z resztą wiesz, bo też tam jakiś czas przebywałeś. Rodzice mają mnie za wielkie chodzące nieszczęście!
Nie miałem zamiaru słuchać co mi odpowie. Zamknąłem się w przydzielonym mi pokoju. Co z tego, że zachowuję się jak zdesperowana nastolatka. Nic już Pitts nie powiedział. Nie słyszałem już nic zza drzwi. 

Jinxx

Gdy tylko skończyłem pracę szybko wybiegłem z budynku i skierowałem się na parking. Wsiadłem do samochodu i pojechałem w kierunku mojego rodzinnego domu, a ponieważ był niecałe pięć ulic stąd, nie zajęła mi ta podróż czasu.
Po chwili zaparkowałem auto i zapukałem do drzwi. Otworzyła mi mama. Szybkim ruchem wślizgnąłem się do środka.
-Gdzie jest Juliet?-zapytałem 
Nie musiałem długo czekać. Z pokoju na końcu korytarza wyszła średniego wzrostu postać o długich włosach i całkiem zgrabnej sylwetce. CZEMU TO JEST TYLKO MOJA SIOSTRA?! Nie Jinxx, kazirodztwo nie wchodzi w grę. 
-Czego?-zapytała, wpatrując się w komórkę
-Młoda, jedziesz ze mną. Nie kłóć się, mama się zgodziła
-Ale po co..-oderwała wzrok od telefonu i schowała go do kieszeni
-Zobaczysz-potem już nic nie mówiłem.
Gdy (Na Boga, w końcu) wyszła z łazienki otworzyłem drzwi wejściowe, pożegnałem się z rodzicami i zamknąłem je z dużym trzaskiem.

***
 


 

sobota, 7 marca 2015

Rozdział 4

-Nic takiego-zawstydził się
-Co to jest?-zapytałem ponownie i zacząłem czytać 
-Piosenka-odparł obojętnie-To dzwonisz do tych rodziców, czy nie?  
-Zagraj mi to-wyciągnąłem rękę w jego stronę razem z kartką 
-Ale potrzebuje instrumentów-popatrzył na mnie z miną "wygrałem"
-Masz moją gitarę-wyciągnąłem ją z futerału i wcisnąłem Biersackowi-Graj!
-Ale to nie będzie dobrze brzmieć z tylko jedną gitarą, Jake
-Lepiej zacznij grać w tej chwili, bo będzie z tobą źle!
 Nastolatek zabrał z moich rąk tekst piosenki i zaczął śpiewać. Na początku robił to niechętnie, lecz potem naprawdę się wczuł. 
Zdziwiłem się. Utwór mi się podobał, tekst i muzyka miały w sobie to "coś". Nigdy nie pomyślałbym, że napisał to Andy. Nie wiedziałem, że umie tak dobrze śpiewać, znaczy słyszałem go kilka razy, gdy miał coś zaśpiewać na naszych lekcjach, lecz wtedy jakoś mu to nie szło. 
-Skończyłem-schował kartkę do walizki-to dzwonisz do rodziców, czy nie?
Wtedy usłyszeliśmy otwierające się drzwi. To mój współlokator wrócił. Jak widać, jeszcze nie zauważył Andy'ego, ponieważ zaczął nucić jakiś utwór Mozarta, gościu z tatuażami i czarnymi włosami słucha muzyki klasycznej. To się nazywa oszukać przeznaczenie...
-Hej Ja..-Nagle odskoczył do tyłu-Kto to jest? Przestraszyłem się, że komuś dawno temu dziecko zrobiłeś-roześmiał się
-To jest Andrew Biersack-pokazałem na młodego-uczyłem go grać na gitarze.


Andy Biersack

Czemu użył mojego pełnego imienia? Przecież wie, że go nie lubię. 
-A co on tu robi?
-Długo by opowiadać-odezwał się Jake-Andy, to jest Jeremy, mój kolega z dawnego zespołu. Pozwolił mi u siebie mieszkać podczas mojego pobytu w Los Angeles.
-Jinxx-mężczyzna podał mi rękę
Nie wiem, dlaczego wszyscy mają mnie za jakiegoś małego chłopca. Przecież Pitts jest ode mnie tylko o 5 lat starszy, a i tak uważa się za dwukrotnie starszego. Nie wiem, ile ten Jinxx ma lat, jednak myślę, że jest trochę młodszy od Jake'a. Takie przeczucie... i znowu masło maślane, brawo Biersack.
-To dzwonisz do tych rodziców, czy nie? Chcę już stąd wyjechać
-Właśnie. Czekaj Ferguson, pokażę ci coś-Wyjął z mojej walizki po raz kolejny "Knives and pens" bez mojej zgody, no ale spoko...
Nagle Jinxx gdzieś zniknął. Po 3 minutach wyszedł z jakiegoś pomieszczenia z gitarą elektryczną i zaczął grać moją piosenkę. 
Gdy skończył, popatrzył się na mnie jak na Boga i przez chwilę milczał. Potem mówił coś na ucho Jake'owi, następnie ich oczy skierowały się na mnie. 
-Gościu, jesteś świetny!-odrzekł wielbiciel muzyki klasycznej-Jak udało Ci się napisać taki świetny tekst? Nie mówiąc już o linii melodycznej?-Wkręcił się Jinxx
-Piosenka jest wyciągnięta z mojego życia. Pisałem ją cały dzień-powiedziałem dumnie-A co?
-Wprowadzić parę poprawek i możesz zawładnąć światem. Oczywiście, nie dosłownie-zaśmiał się
-Ale co to ma znaczyć?-Nie do końca rozumiałem
-Możesz stać się sławny. Właśnie dzięki "Knives and pens"
-Ale jak to mamy zrobić?-Zadawałem pytanie za pytaniem
-Tak się składa, że Jake'owi zaproponował kontrakt jeden z producentów muzycznych z Los Angeles. Możemy mu pokazać twój utwór, jeśli tylko chcesz i jeśli się spodoba, nagramy teledysk. Jak pozwolisz, możemy zagrać na instrumentach, by brzmiało to bardziej profesjonalnie. 
-Zaraz, zaraz Jeremy-zatrzymał go Jake-Może się nie zgodzić w ogóle na pokazanie, a ty już z teledyskiem i tym, że będzie sławny. Nie rób mu nadziei, bo się chłopak wkręci, a potem będzie zawiedzony.
-A co z moimi rodzicami?-Nadal zadawałem to pytanie
Wtedy Jake wyciągnął z kieszeni spodni telefon. Wybrał numer i przyłożył go do ucha, chwilę po tym w końcu się odezwał
-Dobry wieczór, pani Biersack. Tak, znaleźliśmy go. Mam do pani prośbę: Czy Andrew mógłby zostać tu dłużej? Pod moją opieką, oczywiście. Zapiszę go również do szkoły, ponieważ jeszcze kilka lat musi tam chodzić.
Głos był włączony na max, więc było słychać, co mówiła moja mama.
-No nie wiem. Tak daleko od domu? Od rodziny? Bez pieniędzy? Przecież on JESZCZE nie jest pełnoletni!
-Ale ja jestem-odezwał się Jake-Może być pani pewna, że nic mu się nie stanie.
-Tydzień, a potem chcę go zobaczyć-po tych słowach się rozłączyła.
Krótko i zwięźle, lecz nadal nie wiem czy mogę tu zostać. Tydzień i co dalej? Na pewno nie zdążymy pokazać piosenki wytwórni,  to przecież moje marzenie. To jedyna chwila, gdy myślałem, że się spełni!

*** 

Oto moi drodzy rozdział pisany na odpieprz.
Starałam się, lecz rozdziału całego w dialogach nie można nazwać rozdziałem. 
Pisałam go 2,5h co jest moim rekordem, a jest strasznie krótki.
Chciałam coś napisać, ale głowa mnie bolała (i boli) i wyszło takie coś, no. 
Piszcie w komentarzach swoje blogi, bo cały czas zapominam adresów, to teraz sobie gdzieś je zapiszę. (Nie, ty Ola i Wiktoria nie musicie) 


 


niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 3 + Powracam!

Tak na początek przepraszam, za miesięczną przerwę, lecz ostatnio miałam masę nauki + na feriach brak internetu. Mam nadzieję, że jeszcze nie zapomnieliście o tym blogu i zapraszam do 3 rozdziału!

2 dni później 
Andrew Biersack 


Wstałem o 5:00 i z trudem wygrzebałem się z łóżka. Przebrałem się, umyłem zęby i rzeczy, których jeszcze nie spakowałem wrzuciłem do walizki. Pościeliłem pościel oraz zasłoniłem rolety w pokoju, następnie z niego wyszedłem by coś zjeść. Pierwszą lepszą kromkę chleba postawiłem na stole i sięgnąłem do lodówki po masło i ser. Rozsmarowałem produkt na pieczywie i złożyłem kanapkę w całość. Następnie powoli i niechętnie jadłem przygotowane przeze mnie "arcydzieło". Nigdy nie lubiłem jeść, jednak wiem, że muszę to robić, by żyć dalej. Tak samo mam z piciem, jak byłem w podstawówce wylądowałem w szpitalu z odwodnieniem. Taka ze mnie pokraka, no ale trudno. Gdy (nareszcie) pozbyłem się śniadania wygramoliłem się na górę po walizki. Obie udało mi się za jednym razem znieść z pokoju na korytarz w dolnej części domu. Wcześniej przygotowany list położyłem na blacie w kuchni i zamknąłem drzwi wejściowe. "Żegnam"-to były moje ostatnie słowa wypowiedziane po cichu, z lekkim smutkiem i lękiem lecz, i wiarą, że w końcu może być lepiej.

Kilka godzin później
Amy Biersack

Wstałam dziś trochę później, ponieważ wzięłam sobie zwolnienie w pracy. Chciałam jechać do lekarza z mamą, gdyż coraz gorzej się czuje. Szkoda mi starszych ludzi, dosyć, że mają mniej siły najczęściej chorują. Ubrałam się i zeszłam na dół, do kuchni. Zdziwiłam się, że nie ma tam Andy'ego, ponieważ o tej porze powinien szykować się do szkoły. Może wcześniej wyszedł, albo zaspał? Nie wiem, na razie w planach mam w końcu coś zjeść, bo zaraz umrę z głodu. Lecz zauważyłam na blacie jakiś świstek papieru, na nim było coś napisane, więc od razu wzięłam się za czytanie:

Drodzy rodzice,

Ja już tak nie mogę. Nie dam rady, wszystko mnie przerasta. W naszym małym miasteczku, pełnym rasistów, nietolerancyjnych i krytycznych ludzi, nie ma miejsca dla mnie. Nie mam ŻADNYCH przyjaciół oprócz Was i Jake'a, który chciał wyjechać i to już zrobił. Nawet rodzina uważa mnie za chłopca, który jest problemem dla wszystkich. Wam też sprawiam problem, nie wywiniecie się od prawdy. Jestem jedną wielką karykaturą, która cała na czarno przemieszcza się po świecie i nie może znaleźć swojego miejsca. Właśnie dlatego chcę wylecieć do Los Angeles. Rozpocząć nowe życie, poczuć się kochanym, docenianym i tolerowanym. Proszę, nie szukajcie mnie. Mam pieniądze, wystarczą mi na jakiś miesiąc, lecz potem proszę, przesyłajcie mi co miesiąc jakąś niedużą kwotę. Niewiele potrzebuję, by przetrwać. Gdy już to będziecie czytać, będę daleko stąd. Dlatego przepraszam, że sprawiałem Wam taki wielki problem.
Całuję, Andy

Po przeczytaniu tego listu jak strzała poleciałam do pokoju syna. Otworzyłam drzwi. Nie było go tam. Przepatrzyłam szafę, półki, pusto. Z łazienki zniknęły jego rzeczy. Jedyne, co mogłam teraz zrobić, to rzucić się na łóżko i gorzko płakać.
-Przepraszam Cię, Andy-wytarłam łzy- Przepraszam, że miałeś takie okropne chwile w życiu, że Cię nie wspieraliśmy i nie zwracaliśmy zbyt wielkiej uwagi na to, że byłeś nieszczęśliwy.

W tym samym czasie
Andy Biersack


Zaraz po wylądowaniu wszyscy zaczęliśmy klaskać pilotowi za szczęśliwie sprawowany lot. Gdy ludzie już wychodzili powoli z samolotu ubrałem na siebie kurtkę oraz przeciągnąłem się. Podekscytowany czekałem, gdy to ja wyjdę z maszyny i poczuję zapach Los Angeles. Zapach sukcesu i sławy. W końcu udało mi się z niej wydostać, lecz za bardzo nie wiedziałem, gdzie się kierować. Wyciągnąłem z kieszeni mapę miasta i szukałem jakiegoś pensjonatu w pobliżu lotniska. Gdy znalazłem, wsiadłem do wcześniej zamówionej taxówki.
Po 20 minutach jazdy zapłaciłem kierowcy i wysiadłem z samochodu. Szybko znalazłem się w recepcji i zapytałem o wolny pokój. Niestety żadnego nie było. byłem trochę wkurzony, jednak to nie koniec świata. Zapytałem się jeszcze, czy w pobliżu nie ma jakiegoś domu mieszkalnego. Recepcjonistka podała mi adresy dwóch hoteli, a ponieważ było niedaleko postanowiłem iść piechotą. 
Czy by to nie byłaby ironia, że w ż a d n y m z miejsc, w których można zamieszkać w pobliżu nie byłoby miejsc? Owszem, to ironia. Lecz tak niestety jest. Trochę dziwne, ale cóż. Już robi się ciemno, a ja nie mam gdzie się podziać. Zaczynam żałować tego wyjazdu. Co ja teraz zrobię?

Później 
Chris Biersack
-Chris!-usłyszałem zapłakany głos małżonki
-Co się stało?-zdziwiłem się
-Coś okropnego-sięgnęła po chusteczkę i wytarła nos-Nie uwierzysz
-Szybko mów, bo zaczynam się niepokoić-objąłem Amy ramieniem-A gdzie mały Andrew?
-Właśnie w tym problem-pokazała mi jakiś list. Przeczytałem go i nie moglem uwierzyć własnym oczom
-Jak to! Tak nie może być! przecież on nie ma jeszcze 18 lat!- Chodziłem po pokoju zdenerwowany, a moja żona cały czas płakała
-Co zrobimy?
-Daj telefon, zadzwonię do Jake'a. Przecież za nim poleciał.

*Rozmowa telefoniczna*

-Halo?
-Pitts! Jak dobrze, że odebrałeś!
-Co się stało, panie Biersack?
Opowiedziałem mu wszystko razem z tym, że wieczorem dziwnie się zachowywał, o historii z tym listem i o tym, że Andy może być właśnie niedaleko niego.
-ŻE CO?!-krzyknął zdenerwowany gitarzysta-JAK TO JEST TERAZ W LA?!
-Sami nie mogliśmy uwierzyć-podrapałem się z tyłu głowy
-Idę go szukać. Skoro leciał tym samym samolotem co ja, nie powinien być daleko, ponieważ wylądowaliśmy 2 godziny temu
-Jesteś pewien, że Ci się uda? Wiesz, to jest duże miasto i to dla Ciebie tylko uczeń.. Nie musisz tego robić, jeśli nie chcesz
-Ale ja chcę! A teraz nie marnujmy czasu!- Po tych słowach się rozłączył.

Chwilę potem
Jake Pitts

Nie mogłem uwierzyć, jak głupi jest ten chłopak. Wylecieć samemu, do nieznanego miasta w tak młodym wieku + Bez zapewnionego noclegu? Chyba go coś popierdoliło! 
Zdenerwowany wyleciałem jak petarda z mojego mieszkania i biegłem przez ulice Los Angeles. Mijałem wychudzonych, ludzi na wózkach przez nadwagę, czarnych, białych, turystów, tubylców, lecz małego Biersacka już nie. Stanąłem w miejscu, by odsapnąć i zastanowić się, gdzie taki nastolatek mógłby się wybrać. Wchodziłem do pensjonatów, hoteli, lecz jego nadal nie znalazłem. Wkurzony jak nigdy skierowałem się w stronę parku. To był dobry pomysł. Od razu poznałem twarz Andrewa. Spał na ławce niedaleko fontanny, a obok niego były dwie walizki. Cieszyłem się, że znalazłem go tak szybko, jednak nie uśmiechało mi to, że młody był teraz kilkaset kilometrów od domu rodzinnego. Postanowiłem go obudzić.
-Jake, co ty tu robisz..?-zapytał ziewając
-Raczej to pytanie skieruję do Ciebie-pociągnąłem go za koszulkę-A teraz, idziesz ze mną.
W drodze powrotnej oboje milczeliśmy. Raz na jakiś czas spoglądałem na niego ukradkiem, a on na mnie, jednak utrzymywaliśmy ciszę. Po 10 minutach dotarliśmy do mojego mieszkania. Kazałem mu się rozgościć, a ja już chciałem dzwonić do jego rodziców, gdy zauważyłem jakąś zapisaną kartkę papieru wystającą z najmniejszej kieszeni walizki chłopca. Na środku pisało "Knives and pens".
-Co to jest?-zapytałem zaciekawiony.

 

czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 2


Andy Biersack

Otworzyłem oczy i po przyzwyczajeniu się do światła dziennego od razu włączyłem telefon, by sprawdzić która godzina. Jest 12:00, a rodzice pewnie pomyśleli, że poszedłem do szkoły. Dobrze, że są w pracy, bo miałbym przejebane. Tak czy inaczej wstałem i przebrałem się z piżamy w ubranie codzienne. Zszedłem na dół, by zrobić sobie śniadanie. Jednak w lodówce nic nie było. Rozczarowany przepatrzyłem jeszcze szafki, lecz tam również pustki. Burczało mi w brzuchu, więc nie mogłem po prostu tak nic nie jeść, poza tym, jak nie zjem śniadania to mdleje. Tak już mam. Wyszedłem z domu i skierowałem się do pobliskiego sklepu. Po drodze mijałem wielu ludzi, w tym wyzywających mnie od "Emo", pedała itp. Omijałem ich. Nie mam zamiaru przejmować się zwykłymi nietolerancyjnymi dupkami i potem myśleć nad sensem mojego życia. Oj nie, już nie. Z tych przemyśleń wyrwał mnie głos jednego z sąsiadów witających się ze mną. Dzięki niemu nie wpadłem też w latarnię. Rada na przyszłość: Nie zamyślaj się na chodniku. W końcu widać było cel mojego spaceru. Otworzyłem drzwi do sklepu, wziąłem koszyk i podszedłem do alei z pieczywem. Postanowiłem, że kupię kilka bułek, jakiś ser, masło i ketchup, ponieważ tyle wystarczy mi, by przetrwać. Gdy już byłem prawie przy kasie, rozpoznałem znajomą twarz. To był Jake! Od razu podbiegłem do niego i się przywitałem.
-Cześć Jake!
-O, hej młody-odpowiedział
-Słyszałem, że wyjeżdżasz do Los Angeles...-zrobiło mi się smutno, ale cóż, to jego decyzja co robi ze swoim życiem-to prawda?
-Tak-uśmiechnął się-Spodobałem się pewnemu studiu nagraniowym i już za dwa dni mnie nie ma.
Wtedy wpadł mi do głowy pewien pomysł.
-A o której wylatujesz?-zapytałem starszego kolegę
-O 5:50, by być już koło południa w LA-kolejka do kasy się przesunęła, więc Jake podszedł trochę bliżej-A co Cię to tak ciekawi?
-Tylko tak się pytam. A teraz nie zajmuję Ci czasu, twoja kolej do zapłaty.
-Ok, to do zobaczenia, gdy znowu tu wrócę-uśmiechnął się i wyłożył swoje zakupy na ladę.
Potem od razu wsiadł w nadjeżdżający autobus. 
Zapłaciłem za swoje śniadanie i tą samą drogą wróciłem do domu. Nieźle, nie było mnie godzinę. Po drodze spotkałem Asha. No proszę, to chyba dzień "przywitaj się z Andy'm". Czemu akurat on?
-No proszę, proszę, kogo tu mamy-popatrzył się na mnie dziwnie-A czemu pana nie było w szkole? Szedłeś po nową żyletkę?
-Tak, by przejechać Ci po ryju-odpowiedziałem. Nie miałem zamiaru dłużej tam stać i zignorowałem jego kolejne riposty. 
Po 20 minutach byłem w mieszkaniu. Jak się okazało, wróciła również mama. Nie chciałem z nią rozmawiać. Od razu po cichu pobiegłem do mojego pokoju. Ciche biegnięcie, chyba tylko ja tak umiem.
Przeliczyłem pieniądze w portfelu, rozwaliłem skarbonkę oraz przeszukałem każdy kąt w mojej sypialni, od drzwi do ściany pod oknem. Udało mi się zebrać 1200 dolarów. Sam nie wiedziałem, że mam tyle kasy w jednym, małym pokoju. 
Wziąłem długopis i napisałem coś na kartce. Następnie zbędnie porozwalałem ubrania w szafie, ponieważ nie było nigdzie mojej torby i walizek. Więc zabrałem je rodzicom, nie dowiedzą się. Spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy od odzieży do środków czystości, jakimś cudem udało mi się to wszystko upchać. Usiadłem na łóżku, by ochłonąć. Dla mnie pakowanie się to nie lada wyczynek. Dobra Biersack, jednak jesteś dziwny. Napiłem się wody i akurat w tym momencie mama zawołała mnie na obiad. Więc zeszedłem na dół po schodach. Po posiłku dokończę mój plan.

~~~
Przepraszam, że krótki, ale szczerze  mówiąc, nie chciało mi się xd Wczoraj miałam wenę i trochę jej na dziś zostało. Po raz już drugi dziękuję za (znowu) 5 komentarzy! Wiem, że wszystko tak na kupę, no ale już mam taki styl pisania ;p 

poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 1


Andy Biersack

Gdy tylko skończyłem to piekło, zwane popularnie szkołą, od razu ubrałem moją (oczywiście czarną) kurtkę i szybkim krokiem wyszedłem z budynku. Po chwili znajdowałem się na przystanku, skąd dojechałem spokojnie pod sam dom. Ku mojemu zdziwieniu obyło się bez obraźliwych komentarzy na mój widok. Szkoda, bo przygotowałem już nawet przemowę. Otworzyłem drzwi i wszedłem do mieszkania. Ściągnąłem z siebie kurtkę oraz buty. Przywitałem się w rodzicami, co skutkowało kolejną pogawędką. Lubię rozmawiać z tatą, on zawsze wie co powiedzieć w każdej sytuacji. Jednak czasem przesadzał. 
-Jak tam w szkole?-zapytał tata, popijając herbatę-Jakaś ocena?
Oczywiście nie chciałem sprawiać rodzicom problemu i nie przyznałem się do uwagi. Przecież to nie moja wina, że Purdy znowu zaczynał!
-Dobrze-usiadłem przy stole w kuchni-co na obiad?
W tej chwili poczułem zapach spalonych ziemniaków. Mama podbiegła szybko do kuchenki i zmniejszyła ogień. Mam po prostu świetne wyczucie czasu, bardzo. 
-Sama ryba wystarczy?-uśmiechnęła się 
-Czyli kolejny dzień bez normalnego jedzenia?-rozczarowałem się
-Synku, wiesz, że się staram-zdjęła fartuch-jednak nie jestem taką świetną kucharką. No już, ryba się sama nie zje!
Po jakże "sytym" obiedzie chciałem udać się do mojej sypialni, by odrobić lekcje i posłuchać muzyki. Jednak się nie udało. Tata zauważył dziurę w moich spodniach na kolanie. Pięknie. Znowu osądzą mnie o kłamstwo.
-Czekaj, Andrew-podszedł do mnie-co tym razem Ci zrobili?
-Nic się nie stało-uśmiechnąłem się ironicznie i jakoś udało mi się skończyć tą jakże krótką rozmowę ucieczką do pokoju.
Usiadłem na łóżku i włączyłem na fulla w słuchawkach jedną z piosenek zespołu Kiss. Ich muzyka zawsze pomaga mi się odłączyć od świata rzeczywistego i trochę pomarzyć o własnej karierze, o tym, że... kiedyś ludzie przestaną się ze mnie nabijać. 


Jake Pitts

-Jak tam młody?-zapytałem Biersacka.
Nie odpowiadał. Leżał jak.. zahipnotyzowany. Podszedłem do niego i wyciągnąłem słuchawki z jego uszu. Otrząsnął się jak po oblaniu zimną wodą. Wcale mu tego nigdy nie zrobiłem, wcale...
-Jak tam młody?-powtórzyłem pytanie
-A no tak.. sorry-podrapał się za głową- zapomniałem o dzisiejszej lekcji.
-Ty zawsze zapominasz-usiadłem przy jego biurku-No już, bierz gitarę i zaczynamy!
Andy zrobił tak jak kazałem. Po chwili zaczęliśmy ćwiczyć.

Po godzinie odłożyliśmy instrumenty. Pożegnałem się z chłopcem i zszedłem na dół. Jednak zatrzymał mnie ojciec Andy'ego.
-Czy mój syn Ci coś mówił?-zapytał
-Serio, nie wiedziałem, że to twój syn.
-Ja na poważnie...-rozczarowany popatrzył na mnie
-Nie, nic nie mówił. Ale wy wiecie, że musicie znaleźć nowego nauczyciela?
-No tak, wiemy. Wyjeżdżasz do Los Angeles-Pan Biersack wypuścił powietrze z ust-Nie znasz nikogo, kto mógłby Cię zastąpić?
-Moi znajomi to wirtuozi muzyki klasycznej-zaśmiałem się-Przykro mi, musicie szukać dalej.
Po tych słowach skierowałem się ku drzwiom. Pożegnałem się z rodziną i wyszedłem z mieszkania. Szkoda mi ich było, ale czas rozpocząć nowe życie i kto wie, może wielką karierę. 
 
Andy Biersack

A więc.. Jake wyjeżdża! Czemu mi o tym nie powiedział? Myślałem, że chociaż on mnie nigdy nie zostawi. Kochałem go jak starszego brata, którego nigdy nie miałem. A teraz zostawia mnie od tak i jeszcze będzie dzielić nas tyle kilometrów!
Czasem żałuję, że moje ściany w domu są takie świetne i słychać każdy szmer z dołu. Teraz pewnie rodzice załatwią mi jakiegoś drętwego faceta, który będzie krzyczał i krytykował mój styl. Tylko tego mi brakuje!
Postanowiłem zejść do rodziców. Ojciec siedział w salonie i rozmawiał z kolegą z pracy. Mama w kuchni słuchała radia i piła kawę. Podszedłem do niej i zacząłem rozmowę.
-Czemu nie powiedzieliście mi, że Jake wyjeżdża?!-zdenerwowany aż krzyknąłem
-Nie chcieliśmy, byś był smutny-odpowiedziała
-Ale...-wstrzymałem się
-Ale?-zapytał tata, który zakończył rozmowę ze znajomym
-Kto teraz będzie mnie uczył? Sam sobie nie poradzę. Dobrze wiecie, że nie jestem samoukiem.
-Znajdziemy Ci nowego nauczyciela, spokojnie. Z resztą i tak słyszałeś naszą rozmowę.
 Nie wiedziałem co więcej powiedzieć, więc udałem się do pokoju. To jeden z najgorszych dni w moim życiu. Już wolałem te, w których Ash mnie upokarzał przed całą szkołą. A no tak.. robi to prawie codziennie. Już jestem na to odporny. 
Usiadłem przy biurku i zacząłem dokańczać piosenkę. Tak, Andy pisze piosenki. Jakoś nigdy nie miałem czasu jej dokończyć. 
-"Knives and pens"-pomyślałem i zapisałem tytuł mojego nowego dzieła.

~~~

A więc na początek dziękuję za te 5 komentarzy pod prologiem, nie spodziewałam się aż tylu.
Wiem, nudne, ale potem akcja się rozwinie.
~Elise